Aktualność Pracodawcy

AB Foods: Fabryka w Nowej Soli, produkty dla całego świata [WYWIAD]

Michał to Kluczowy Operator Kuchni z pięcioletnim stażem. Jak się czuje, mając świadomość, że gotuje produkty popularne na całym świecie? Nie omieszkaliśmy o to zapytać.

Lawrenc Michał, Kluczowy Operator Kuchni, w AB Foods pracuje 5 lat, zajmuje się gotowaniem, naważaniem sosów i wszystkimi czynnościami, związanymi z prowadzeniem kuchni.

Michał Lawrenc AB FoodsJak zaczęła się Twoja historia tutaj? Jak trafiłeś do AB Foods?

Michał: Zupełnie przypadkowo. Zostawiłem kiedyś CV na jakimś portalu internetowym, zadzwonili do mnie. Przyjechałem jakoś tak nie będąc do końca przekonanym, żeby tu dłużej zostać.

Co cię przekonało, aby zostać?
Michał: Jest fajna atmosfera, jest ciekawa praca. Z zawodu jestem kucharzem, więc praca tutaj jest związana z moimi kwalifikacjami. Chociaż nie ma to nic wspólnego z normalnym gotowaniem, to jednak cieszy.

Czym się różni ta kuchnia od takiej kuchni, jaką mamy w wyobrażeniu? Są większe gary, mieszasz w nich, jak w kuchni czy masz od tego maszyny?

Michał: To jest zupełnie inna kuchnia. Mamy tu kocioł przemysłowy, w którym gotuję nawet do 3 ton sosu naraz, także to jest kompletnie nie do porównania.

Ale próbujesz też tego, co gotujesz?

Michał: Próbuję, ale dopiero po ugotowaniu. W kuchni jednak można spróbować, sprawdzić, czy jest OK, a tutaj mam wszystko wcześniej przygotowane, jak ma być i na koniec dopiero gotowania się to sprawdza organoleptycznie.

Przy czym firma nie liczy tylko na twoją pracę, ale to wszystko jest badane najpierw – jaki jest skład, czy się zgadza i co chcieliście osiągnąć?

Michał: Tak. Wszystko jest badane pod kątem wyglądu, koloru sosu, jego gęstości i innych parametrów, więc najwyższe standardy ciągle zachowujemy i tego się trzymamy.

Jesteś tu już 5 lat. To bardzo długo. Co jest tutaj takiego świetnego, co cię tu ciągle trzyma?

Michał: Może to, że gotuję dla całego świata. To, co ugotuję, jedzą ludzie z całego świata, w Australii, w Anglii i wielu innych krajach. Wszystko na świat leci.

To duża odpowiedzialność.

Michał: Bardzo. Można też poznać smaki z różnych krajów, bo to, co my jemy w Polsce, a to, co jedzą w Anglii czy Australii, różni się. Tu muszą mieć bardziej zmielone, tam muszą być większe kawałki, tu bardziej ostre, tam trochę bardziej łagodne.

Czyli robisz też rzeczy, które nie idą w ogóle na polski rynek? Nie możemy ich kupić. Próbując, sprawdzając partie dla poszczególnych krajów, masz rzeczywiście do czynienia z różnymi smakami.

Michał: Tak.

Do których ci najbliżej?

Michał: Ja najbardziej lubię kuchnię orientalną, a tu jest dużo takich orientalnych rzeczy. To, co zresztą idzie na Polskę, też już jest nieco inne. Bo nasze polskie przyzwyczajenia też są konkretne. Ludzie nie zjedzą wszystkiego. Musi być to bardziej „spolszczone”, że tak powiem. To jest właśnie specyfika tej pracy. Sos nazywa się tak samo, ale różne ma składniki, różnie go przygotowujemy – raz tak, raz inaczej. Nie ma nudy, rutyny. Ciągle w zasadzie inne sosy się robi. To też jest fajne.

Ale trzeba cały czas być skupionym?

Michał: Dokładnie. Cały czas. Bite osiem godzin, nie ma zmiłuj.

Jaki masz zespół? W jakiej grupie pracujesz na kuchni?

Michał: Jest nasz 9 osób. Część gotuje, część naważa sosy. Możemy się też wymieniać, bo większość potrafi wykonać wszystkie te czynności. To jest fajne, że jest zgrany zespół, fajna ekipa. Jeśli ktoś potrzebuje pomocy, woła kolegę i nie ma problemu.

Jak wyobrażasz sobie swoją karierę? Masz określoną, klarowną ścieżkę rozwoju, drabinkę, po której możesz się wspinać? Masz szanse na awans?

Michał: Po małym awansie właśnie jestem, ponieważ jestem Kluczowym Operatorem, nie zwykłym. To już jest trochę większa odpowiedzialność, więcej obowiązków, ale w zasadzie robota prawie ta sama. Jeśli chodzi o kuchnię tutaj, można jeszcze ewentualnie awansować na lidera, ale dla mnie to mało interesująca praca, bo to bardziej praca biurowa, w papierach. Ja wolę jednak gotować, w tej kuchni czy w innej (śmiech). Gotowanie to moja pasja.

To takie połączenie trochę, bo jesteś kucharzem, który w nietypowy sposób gotuje dla całego świata.

Michał: Tak jest.

Co czujesz, kiedy robisz zakupy i wiesz, że dany produkt na półce czy w twoim koszyku wyszedł z fabryki w Nowej Soli. Czy to jest tak, że sprawdzasz, czy to są produkty z AB Foods czy od razu wiesz, że są wasze?

Michał: To widać, bo my robimy konkretne marki i raczej nikt inny w Polsce ich nie robi, więc to musi wychodzić albo z fabryki z Anglii albo z Nowej Soli.

Co czujesz, widząc te produkty i mając świadomość, że wychodzą od ciebie? Bo one są również w dużych sieciach przecież.

Michał: Tak, w tych marketach wszystkich to jest. Jest to fajne uczucie, bardzo przyjemne, kiedy się widzi, że to produkt z Nowej Soli i jest duże prawdopodobieństwo, że sam go zrobiłem.

Czy to są smaki, które sobie odpuszczasz już w domu, bo masz ich dosyć na co dzień po pracy, testowaniu czy lubisz z nimi gotować?
Michał: Wybrane sosy zjadam w domu.

To jest zrozumiałe. Ale sam fakt, że masz swoje ulubione, które jesz, to też jest fajne.

Michał: Raczej te takie, które się dodaje do potraw, nie z których się tworzy potrawy. Sweet Chilli, na przykład, ciągle jeszcze gdzieś tam w lodówce jest. Czasami się posiłkuję naszymi sosami, żeby sobie doprawić obiad. Raczej robię wszystko sam, również na podstawie wiedzy, jaką tutaj zdobyłem odnośnie dobierania przypraw czy innych składników.

Czy jesteś wpierany odpowiednimi szkoleniami, aby poszerzać swoją wiedzę i czy to są informacje, które nie tylko przydadzą się tobie tutaj w pracy, ale też w ewentualnej przyszłej karierze zawodowej?

Michał: Zdecydowanie tak. Mamy przeróżne szkolenia związane z gotowaniem samych sosów, mamy szkolenia organoleptyczne, jak rozpoznawać smaki i zapachy, kolory itd. Mamy różne szkolenia na wózki, z BHP, z bezpieczeństwa żywności, jest ich naprawdę dużo. Jeśli ktoś jest zainteresowany tematem, to naprawdę może cały czas się rozwijać w bardzo szerokim zakresie i w różnych dziedzinach, nie tylko ta kuchnia. Mnie, na przykład, bardzo interesuje BHP.

Byłem tutaj dwa razy i pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, to właśnie ta dbałość o bezpieczeństwo. Taka niespotykana.

Michał: człowiek przyjmuje te nawyki i nie wyobraża sobie, że może tego nie robić. Na przykład, jak ktoś wchodzi po schodach i nie trzyma się poręczy. To jest chyba taka najsłynniejsza rzecz tutaj u nas, że trzeba trzymać się poręczy, bo nieraz może się zdarzyć, że gdzieś tam noga ucieknie, a tak to się nie spadnie z tych schodów, nie skręci się stopy. To naprawdę pomaga i po tylu latach się na to zwraca uwagę. Nawet idąc po schodach gdzieś tam w metrze, to też się trzymam, nie tak, że tylko w pracy. To już zostaje w życiu też.

Jakbyś miał komuś polecić pracę w AB Foods, bo znasz osoby, które pracują na różnych stanowiskach, to kogo byś szukał? Jaki charakter pracownik musi mieć, aby się tu sprawdzić?

Michał: Myślę, że jak już są chęci do pracy, to każdy, niekoniecznie wykształcony w gastronomicznych kierunkach. Wszystkich przeszkolimy, pokażemy, jak co się robi, czy to w kuchni, czy na naważaniu, czy na linii dziewczyny też wszystko pokażą. Natomiast jeśli chodzi o kuchnię, to raczej osoby młodsze. Jednak trochę jest dźwigania, jest to praca fizyczna. Ale jeśli taka osoba wiekowa ma kwalifikacje, to może też pracować w biurze.

AB Foods często kojarzone jest z zupkami. To jest taka jakby ksywka dla tego zakładu, ale tych zupek tak naprawdę tutaj nie ma, bo mówimy o sosach, prawda?

Michał: Dokładnie. To jest taka polska mentalność. Ludzie czują orientalny zapach, idący z tych wszystkich przypraw i kojarzy im się to przede wszystkim z zupką chińską. Polacy, jak coś jedzą orientalnego, to zupkę chińską, ewentualnie od Wietnamczyka jakieś jedzenie i tak się utarło, że ten zapach się tak kojarzy. Wszystkim próbujemy to jakoś tłumaczyć, że to sosy, nie zupki.

Bo to jest tak, że oprócz tego, że macie smaki orientalne, to jest też cała infrastruktura wokół tego, wszystkie tematy związane z Azją są widoczne. Od kolorów, bo nawet magenta występuje w logotypie – to jest kolor, który nie jest spotykany w Europie jako kolor marki. Po sale, w których rozmawiamy to też jest nawiązanie do waszych produktów, do orientalnej kuchni, ale też bierzecie udział w lokalnych akcjach, bo macie też grupę, która pływa na łódce i ta łódka jest w kształcie smoka.

Michał: Tak, to akurat ja to organizuję. Smocze Łodzie to jest moja dziedzina. Pływamy co roku, bawimy się, integrujemy. To jest właśnie fajne, że się spotykamy raz do roku na kilku treningach, bierzemy udział w zawodach.

I ciągle jesteście „jacyś”. Moglibyście przecież pływać na kajakach, ale pływacie na łodzi w kształcie smoka.

Michał: Tak, przypasowała się do nas (śmiech). Jest to fajna odskocznia. Poza pracą też trzeba coś robić, a dla mnie sport jako forma relaksu jest jak najbardziej mile widziana. Już od roku jestem organizatorem i kapitanem, zbieramy też ekipę na tegoroczne zawody.

Co jeszcze powinien wiedzieć ktoś, kto może się pojawić w AB Foods? Na pewno to, że bezpieczeństwo jest najważniejsze i że w pierwszych dniach pracy może go to zdziwić. Czego jeszcze może się spodziewać, z czego musi sobie zdawać sprawę?

Michał: Musi trzymać się zasad. Tutaj jest to wymagane, nie ma zmiłuj. Jeśli jest dany sos do zrobienia, to są konkretne punkty, jak go trzeba zrobić i tego się trzeba trzymać. Nie ma tutaj miejsca na przymknięcie oka.

Czyli precyzja.

Michał: Dokładnie, precyzja też. Tak naprawdę tutaj każdy przed wejściem na zakład jest już przeszkolony z wszystkich dziedzin BHP, z bezpieczeństwa żywności i innych. Dopiero, jak wchodzi na zakład, to sobie uświadamia, o co chodziło w tych szkoleniach, bo one są na wstępie zanim się zobaczy, jak ta praca wygląda. Potem się człowiek trochę dziwi, bo ciężko się na tych szkoleniach wdrożyć, jeśli nie ma się pojęcia, jak to działa w praktyce. Ale my właśnie od tego jesteśmy, żeby pilnować taką osobę i zwracać jej uwagę, jakby robiła coś nie tak. Oczywiście grzecznie, w miły sposób. Mamy taką grupę championów BHP, to jest taki wolontariat osób, które są bardziej zainteresowane tematem bezpieczeństwa. Działają w kierunku tego, aby było jak najmniej wypadków i było jak najbezpieczniej. Zbieramy się taką grupką raz na jakiś czas i rozmawiamy o tym, jakie są problemy i jak można je rozwiązać i to też jest w sumie zaleta. To też mnie rozwija. W wielu rzeczach w ogóle biorę udział. Czasami nawet nie zdaję sobie sprawy, ile na siebie biorę (śmiech). Ale to też po to, żeby przełamać tę rutynę, nie tylko praca, praca, praca. W moim życiu prywatnym jest też temat koszykówki, także ciągle jest gra w Zielonej Górze, teraz Smocze Łodzie w sezonie, w poprzednich latach graliśmy też w piłkę nożną w zawodach jako AB Foods. Bardziej zabawa to była, niż rywalizacja, ale też było fajnie. Zawsze się znajdą tutaj jacyś ludzie w AB Foods, którzy chcą coś robić, spotkać się po pracy…

Czyli nie jest to taka integracja na zasadzie – dziś jedziemy na paintball, tylko integrujecie się sami w sobie, bo jest potrzeba. Jedziemy na kosza, na mecz piłki nożnej…

Michał: Tak. Czy jakieś biegi, ciągle coś się dzieje poza pracą. Integracja w barze też jak najbardziej. Jest tu mnóstwo ludzi, mnóstwo znajomych, zawsze się znajdzie ktoś, kto podziela twoje zainteresowania.

W AB Foods gotujesz, ale macie tu stołówkę też taką dla pracowników?

Michał: Mamy. To też jest duży atut tego zakładu, że można przyjść do pracy na pierwszej czy drugiej zmianie, bo w nocy stołówka nie działa, zjeść śniadanie czy obiad po lub w trakcie pracy. Obiady są od 12:00 do 18:00, kosztują grosze. Nie trzeba kanapek robić, można przyjechać tutaj i zjeść ciepły posiłek.

To ważny atut, stołówka.

Michał: Tak. Jestem już tak do niej przyzwyczajony, że zapomniałem wspomnieć, ale faktycznie wiele osób się dziwi, że mamy obiad za 2,50 zł.

Świetnie. Dziękuję za rozmowę.

Michał: Dziękuję.


Tagi
Czytaj więcej

Napisz komentarz

Szukasz pracy? Pozwól nam znaleźć ją dla Ciebie!

Prześlij nam swoje CV, a my wyselekcjonujemy dla Ciebie pasujące oferty.

Wybierz plik Nie wybrano pliku

Wysyłając formularz wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych, włączając w to mój wizerunek, przez Organizację Pracodawców Ziemi Lubuskiej z siedzibą w Zielonej Górze, ul. Reja 6, 65-076, jako administratora danych osobowych. Udzielam zgody dobrowolnie. Wiem także, że zgodę mogę wycofać w każdym czasie.

Dziękujemy, Twoje zgłoszenie zostało wysłane.