Pracodawcy Strefa

Aktywni nie tylko w pracy – wywiad z Iloną Górnacz z JOST

5 km w tygodniu - tyle wystarczy, by zarazić się pasją do biegania. Poznaj historię Ilony Górnacz z firmy JOST, uczestniczki biegowego wyzwania i amatorki aktywnego wypoczynku.

Pracodawcy w Nowej Soli wiedzą, jak zorganizować akcję charytatywną, która nie tylko zachęca do pomocy, ale też do zmiany stylu życia. Już po raz drugi firmy zrzeszone w inicjatywie Nowa Praca wystartowały z wyzwaniem biegowym, skierowanym do swoich pracowników i sympatyków. Dla niektórych ta przygoda nie skończyła się wraz z ostatnim dniem wyzwania. Poznaj kolejną już historię rozwoju nowej pasji. Przeczytaj rozmowę z Iloną Górnacz, pracownicą firmy JOST Polska.

Pani Ilono, proszę nam powiedzieć, jak się to wszystko zaczęło? W jaki sposób zacząć biegać tak, żeby czerpać z tego przyjemność?

W moim przypadku zaczęło się od pierwszego wyzwania biegowego, zorganizowanego z inicjatywy firm Nowej Pracy w 2020 roku. Do tego, żeby wziąć w nim udział, namówiła mnie koleżanka z pracy, Gabrysia. Zachęcała, żebym spróbowała, zaczynając nawet od pół kilometra dziennie – tak, żeby uzbierać 5 km w tygodniu. Powiedziała do mnie wtedy: „Ilona, 5 kilometrów w tygodniu, co to jest?” (śmiech). Zaczęłam więc biegać, tydzień po tygodniu w ramach akcji. Wtedy było jeszcze nauczanie zdalne, więc wyciągnęłam też z domu moje dzieci. Akcja się skończyła, a ja ciągle biegałam, coraz więcej i więcej, aż przebiegłam cały pierwszy rok. Bez względu na to, czy na dworze był śnieg, deszcz, czy mróz. I to było fajne.

Czyli małymi krokami i do przodu. Co sprawiło, że utrzymała Pani ten nawyk? Co daje Pani bieganie?

Daje mi to na pewno dużo przyjemności i rozładowanie emocjonalne. Za każdym razem wracam taka zmęczona, że nie mam siły się przejmować błahostkami. Dzięki temu, zajmuję się tym, co naprawdę jest dla mnie ważne. Swoją drogą, myślę, że to nie tylko zasługa biegania, ale także kontaktu z naturą. Nie odczuwałabym takiej satysfakcji, gdybym biegała chodnikami w mieście. Być może wyładowałabym negatywne emocje, ale myślę, że moja głowa nie mogłaby odpocząć. Z kolei natura i treningi w lesie pozwalają mi odciąć się od wszystkiego, co przypomina mi o codziennych zmartwieniach i problemach. Wtedy nikt mnie nie widzi, nikt mnie nie słyszy – jestem tylko ja, bieganie i natura. To jest dla mnie prawdziwy relaks.


Przeczytaj również: Od Nowej Pracy do nowej pasji. Rozmowa z Agnieszką Ożóg, Specjalistką ds. personalnych w Alumetal


Bieganie, natura, ale towarzystwo też się przydaje. Wiemy z pewnego źródła, że znalazła Pani wiernego towarzysza swoich biegowych wypraw.

Tak, szukałam go cały czas. Zawsze mówiłam, że chcę mieć psa do biegania, a zainspirował mnie do tego mój brat, który ma swojego pupila i właśnie z nim wybiera się na szlaki.

Jak się biega z czworonogiem? 

W bieganiu z psem musimy być partnerami. Gdy na dworze jest duszno, Mańka to szybko męczy i wtedy nie mogę uparcie stawiać na moje rekordy. Nasze partnerstwo działa jednak w dwie strony. Jak biegaliśmy pod górkę i nie miałam siły, to mnie po prostu ciągnął. Słyszał mój ciężki oddech i wiedział, że byłam zmęczona.

Chciałabym tutaj dodać, że ja nie biegam, dzięki motywacji. Kiedy wstaję rano, to jest dla mnie bardzo trudne, żeby wyjść na trening. Każdy sportowiec powie dokładnie to samo: ważniejsza jest determinacja i dyscyplina od motywacji. To jest kwestia nawyku, a żeby go wypracować w sobie – trzeba się zmusić. Jednak jak już się to zrobi, gdy osiągnie się ten cel, to jest taka radość, że trudno jest to opisać.

Na pewno konieczność wyjścia z psem pomaga w wypracowaniu takiego nawyku. Zdecydowała się Pani nawet na udział w zorganizowanym biegu. Jak ocenia Pani to doświadczenie?

Szczerze mówiąc, byłam już zmęczona, jak zaczynałam ten bieg. Rano przebiegłam z psem 3 kilometry. Czekałam 2 godziny przed biegiem w słońcu, byłam w długich spodniach, biegałam w ciężkich butach terenowych po asfalcie. Nie wiedziałam, że trzeba brać wszelkie ewentualności pod uwagę. To tak naprawdę był taki test.

Była ekscytacja?

Czasem ludzi to motywuje, że biegną z innymi. Ja jeszcze tego nie poczułam. Nawet jeśli biegnę z ludźmi, to nadal mam swój cel. To są moje rekordy i ja nie czerpię motywacji z tego, że kogoś wyprzedzam. Podczas tego biegu doświadczony 70-letni biegacz powiedział mi: „Słuchaj, Ty dzisiaj biegniesz pierwszy raz. To ma być dla Ciebie przyjemność, relaks. Nie liczy się dla Ciebie czas, nic się dla Ciebie nie liczy. Ty masz po prostu się cieszyć”. Zdałam sobie sprawę z tego, że to jest prawda. Nie jestem zawodową biegaczką, więc dla mnie głównym celem nie jest pobicie rekordu. Dla mnie ważne jest to, aby czerpać z tego przyjemność i mieć świadomość, że biegnę dla mojego zdrowia fizycznego, a nie dla końcowego wyniku.

I to jest najważniejsze – żeby czerpać z tego przyjemność. Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki za kolejne rekordy, szczególnie w trwającym właśnie wyzwaniu Nakręcamy Kilometry dla Pani Wiolety.

Do podejmowania aktywności na świeżym powietrzu zachęcamy także naszych Czytelników. To dobry sposób na odreagowanie po godzinach pracy i wprowadzenie odrobiny balansu między życiem zawodowym a prywatnym 🙂 Zgodzisz się?


Tagi
Czytaj więcej